Wpis

wtorek, 07 sierpnia 2012

Bogatsi, ale biedniejsi

Firma PWC policzyła, jaką część pensji w państwach Unii Europejskiej pochłaniają PIT oraz obowiązkowe składki. Wyszło, że w Polsce zaledwie jedną czwartą, czyli mniej więcej tyle, ile unijna średnia. Gazety wyciągnęły wniosek, że polskie podatki nie duszą tak mocno, jak nam wmawiają neoliberałowie. Konkluzja miła, ale nie całkiem trafna.
Po pierwsze, PWC liczył tylko część danin publicznych. Nie liczył VAT, akcyz, podatków lokalnych itd. A suma wszystkich podatków nie jest w Polsce na poziomie średniej europejskiej. Jest znacznie poniżej średniej. Średni udział wydatków publicznych (czyli z grubsza podatków) w to w Unii 49 proc. A w Polsce 43 proc. Po drugie, ważne jest, kogo podatki w różnych krajach "duszą". W Polsce zdecydowanie nie "duszą" zamożnych. Natomiast - zwłaszcza na tle Unii - duszą mniej zamożnych.

Poza krajami stosującymi podatek liniowy tylko w dwóch najwyższa stawka PIT (dla lepiej zarabiających) jest niższa niż w Polsce i tylko w pięciu najniższa stawka (dla mniej zarabiających) jest wyższa niż w Polsce. Tylko cztery kraje Unii stosują też wyższy niż VAT, który bardziej obciąża mniej zamożnych. Również system emerytalny jest w Polsce tak zbudowany, że im kto więcej zarabia, tym mniejszą część zarobków zabiera mu ZUS. Wreszcie ulgi, z których łatwiej jest korzystać osobom zamożniejszym, dodatkowo pogłębiają regresywny charakter systemu fiskalnego, czyli taką jego konstrukcję, że z grubsza - im kto biedniejszy, tym większą część dochodu musi oddać państwu.

To nie jest wynik rządów PO-PSL. To skutek trwałej tendencji, w której największy udział miał i jego reforma podatkowa. Problem pogłębia występowanie tej samej tendencji po stronie wydatkowej . Według Eurostatu między 2002 a 2010 r. udział wydatków na cele społeczne w PKB zmalał w Polsce z 18,3 do 16,9 proc., podczas gdy w całej Unii wzrósł z 18,2 do 19,9 proc. Udział wydatków na edukację w polskim PKB zmalał w tym czasie z 6,1 do 5,7 proc., podczas gdy w Unii wzrósł z 5,2 do 5,5 proc. Wydatki na politykę mieszkaniową zmalały z 1,6 do 1 proc. PKB. A w całej Unii pozostały bez zmian. Wydatki na zdrowie wzrosły w Polsce z 4,4 do 5 proc. PKB, ale w całej Unii (podobnie jak w innych krajach rozwiniętych) wzrosły dużo bardziej - z 6,4 do 7,5 proc.

Polska specyfika w Unii nie polega więc na tym, że mamy podatki wysokie albo niskie. Polską specyfiką jest to, że przy dość niskiej jak na Unię efektywnej stopie podatkowej zarówno nasz system podatkowy, jak i struktura wydatków publicznych w nietypowy dla Europy sposób obciążają słabszych i uprzywilejowują uprzywilejowanych. Bez względu na to, czy rządzą partie reprezentujące zamożniejszą część społeczeństwa (jak KLD, PPPP, UPR, UW, PO, RP), czy też nominalni ludowi trybuni (AWS, , Samoobrona, PiS, PSL).

To nie jest komentarz ekonomiczny. To komentarz ściśle polityczny. Polityka to nie buczenie na cmentarzu ani stawianie (lub nie) pomników byłym prezydentom. Demokratyczna polityka to ciągła walka o podział bogactwa, dystrybucję praw i obowiązków, rozkład ciężarów i korzyści związanych z funkcjonowaniem państwa i społeczeństwa. Buczenie i pomniki mogą być jej narzędziem. Ale tak się składa, że w Polsce raczej maskują, niż reprezentują realną grę interesów. Wieczorem pobuczymy, rano coś sobie załatwimy. Lub na odwrót.

To jest ważna część odpowiedzi na nurtujące wiele osób pytanie, jak to się dzieje, że będąc coraz bogatsi, w wielu sferach życia jesteśmy coraz biedniejsi. Dlaczego w oświacie, służbie zdrowia, całej polityce społecznej państwo musi wciąż coraz bardziej oszczędzać, chociaż gospodarce udaje się wciąż rozwijać.

To nie dopust Boży. To polityczny wybór. Czyj wybór?

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
gusuri
Czas publikacji:
wtorek, 07 sierpnia 2012 01:34

Polecane wpisy